sobota, 23 sierpnia 2014

Rodział 1 : Czułam ich wzrok na moim ciele.

Weszłam do sali bez słowa. Czułam ich wzrok na moim ciele. Czas się przełamać.
-Pablo...Mogę? - zapytałam spokojnym tonem.
Lekko zdziwiony przytaknął głową.
- Jasne, Ludmiło.
Dobra. Zrób to teraz.
- Chciałam was wszystkich przeprosić. Bo...ja się zmieniłam.
Wszyscy się zaśmiali, oprócz Naty,Violetty i Leona.
- Ty, zmienić? - zapytał Maxi.
- Dlaczego tak was to śmieszy? - czuję się taka samotna.
- Ludmi, ty się nigdy nie zmienisz. - powiedziała Camila.
- Hej, ona się na prawdę zmieniła! - stanął w mojej obronie Leon. Posłałam mu ciepły uśmiech.
- Leon, ty w to wierzysz?- zapytała go Francesca.
- Tak.
- Rozumiem. Nikt mi nie chce wierzyć. Przyzwyczaiłam się. Mam nadzieje, że kiedyś zrozumiecie. A, Violetta...Przepraszam.Za wszystko - powiedziałam i wyszłam powstrzymując łzy. Co ja sobie myślałam?Że mi wybaczą bez słowa?
- Ludmiła, zaczekaj! - uszłyszałam Violettę.
- Chciałam ci powiedzieć... że ci wybaczam. I...Pomogę ci - posłała mi ciepły uśmiech.
- Dziękuję. Ja...Na serio się zmieniłam.
- Wierzę ci.
- Dobra, wracaj na lekcję.
- Pa, Lu! - i tyle ją widziałam. Cieszę się, że to ona jest z moim bratem, a nie z tą całą Gery czy Larą. I właśnie dla tego postanowiłam zakupić pamiętnik. Bo kiedyś uznałam że to głupie, bo Violetta pisze w pamiętniku, ale cóż, nie miałam komu się wyżalić... Weszłam do sali i wzięłam gitarę, i zaczęłam śpiewać.

 No sé si hago bien, no sé si hago mal
No sé si decirlo, no sé si callar
Qué es esto que siento tan dentro de mí
Hoy me pregunto si amar es así

Mientras algo me habló de ti
Mientras algo crecía en mí
Encontré las respuestas a mi soledad
Ahora sé que vivir es soñar

Ahora sé que la tierra es el cielo,



I nagle usłyszałam znajomy głos..

Te quiero, te quiero
Que en tus brazos ya no tengo miedo,
Te quiero, te quiero
Que me extrañas con tus ojos
Te creo, te creo (...)



Spojrzałam na niego bez wyrazu twarzy. On jedynie się uśmiechał.



- Mariane, Sprzątnij to! - westchnęłam. Biedna Mariane, trafiła na Panią Pris w złym humorze.
- Mariane, masz dziś wolne. - oświadczyłam.
- Ludmiła, Mariane tu pracuje. - odparła moja matka.
- Ale dziś Mariane ma wolne.
- Ale...
-Żadnym ale! Ona musi też odpocząć.
Kobieta westchnęła  i odeszła.
Spojrzałam na Mariane z uśmiechem.
- Dziękuję panience.
- Mariane, mów mi po prostu Ludmiła. - zaśmiałam się.
- Dziękuję...Ludmiło.
Już prawie miała wyjść ale...
- Ludmiło...
- Tak?
- Mogę cię o coś zapytać? - zapytała niepewnie.
- Jasne - posłałam jej ciepły uśmiech.
- Ale nie wylejesz mnie za to?
- Oczywiście, że nie.
- No więc... jak to się stało , że jesteś....Miła?
- Wiesz, Mariane, to długa historia. Może kiedyś ci ją opowiem.
Uśmiechnęła się do mnie i odeszła.
Siedziałam jeszcze chwilę, po czym mój telefon zaczął dzwonić.
- Halo?
- To ja! - Usłyszałam głos mojego taty. Usmiechnęłam się do siebie.
- Tato!
- Ohh, Kochanie, jak dawno nie spędzaliśmy razem czasu z tobą i Leonem.
- No to może przyjedziemy do ciebie na Weekend?
- Oczywiście Żabko. A Leon też przyjedzie?
- Myślę, że tak, o boże, jak dawno cię nie słyszałam!
- Ja ciebie też.
Pogadałam z nim jeszcze chwilę, po czym się rozłączyłam.

-----------------
Tak się prezentuje rozdział pierwszy. Mam nadzieje, że wam się spodoba. Proszę o komentarze ;) Przepraszam że taki trudny, ale cóż początki są zawsze najgorsze ;;-;;
Rose ^^

1 komentarz: